sobota, 16 lipca 2011

Po przeprowadzce...

Witam Was serdecznie,mam nadzieję,że pogoda wakacyjna Was rozpieszcza,czego niestety nie mogę powiedzieć o Zielonej wyspie.Pada,wieje,jest zimno i depresyjnie,,
Od dwóch tygodni mieszkamy w nowym domku,choć mam nadzieję,że nie potrwa to długo i w końcu znajdziemy nasz przystanek,w którym uwijemy już na zawsze nasze gniazdko.
Pracy w nowym domu jest co niemiara,a sił coraz miej .Niestety jeszcze na bagażach i kartonach pomalutku urządzamy,malujemy i zmieniamy.
Dwa tygodnie temu spędziliśmy weekend poza domem,była to świetna odskocznia od monotonni i codzienność,Po raz pierwszy byłam na meczu Cork-Kerry i muszę przyznać ,że przeżycie było niesamowite.Atmosfery jaka tam panowała nie da się opisać.Kibice z dwóch różnych drużyn wymieszani między sobą,witali się pozdrowieniami,co niestety jest u nas w Polsce nie do pomyślenia....
Ostatnio uwagę swoją poświęcam na urządzanie domu i tworzeniu własnego D.I.Y,niekiedy inspirowana różnymi zagranicznymi blogami,,,a ponizej małe początki..
Ściskam serdecznie i życzę udanego weekendu

podpórka pod ksiązki zrobiona z puszek a w środku umięściłam nasze zdjęcia






część młodego pokoju PRZED zmiana


a poniżej po




Rodzinka R...serdecznie pozdrawia:)

piątek, 3 czerwca 2011

...PO PRZERWIE....


Witam Was serdecznie po długiej ,dość nieoczekiwanej przerwie..
Niestety pewne wydarzenia ,jak i brak czasu nie pozwalał mi na intensywne uczestniczenie w blogowym świecie,choć regularnie czytywałam Wasze wpisy ,i z podziwem oglądałam Wasze twórcze poczynania:)Szczerze i serdecznie zazdrościłam Wam chęci tworzenia ,mając nadzieję ,ze i ja w końcu wrócę do owego trybu życia,który kocham :)



Moja nieobecność spowodowany była miedzy innymi przygotowaniami do egzaminów wstępnych na dzienne studia ...Tu w Irlandii.
W pewnym momecie wstając rano (czytaj ,jak codzień),do pracy i szkoły młodego uśwaidomiłam sobie,że muszę zmnienić moje życie,tak aby w pełni szcześcia korzystac z każdego dnia.Pragnęłam być szczęśliwą mamą i żoną, wspaniałych mężczyzn co się równa szczęśliwy dom:)(a tu,poniżej, moje wielkie wypociny;))








Tak więc z pomocą mego kochanego męża ,który dzielnie stał przy moim boku pobiegłam za marzeniami,,Dzień w dzień siedząc przed stosami książek,notatek..ect.wracałam z pracy ,witałam się ze stertą grubych ksiąze(choć ja bym je nazwała księgami)uczyłam się idąc spać 0 2.00 w nocy wstając o 6.45 rano ledwo widząc na oczy ganiałam dalej,,,Było ciężko,,chwilami wątpiłam w to co robię,w możliwość sukcesu dostania się na uczelnie,,,Dziś mogę stwierdzić ,że było warto..


Warto było poświęcić sie,poświęcić życie towarzyskie na rzecz zdania egzaminów:)
Od dzisiaj jestem szczęśliwą studenką pierwszego roku architektury wnętrz i dekoracji!!Dzisiaj otrzymałam wiadomości z uczelni o pozytywnym zdaniu egzaminów wstęonych:)
Nawet nie wiecie jak bardzo jestem szczęśliwa,czuje,że marzenia można spełniać ,trzeba tylko troszkę im pomóc:)Nie mam zielonego pojęcia jak pogodzę studia dzienne z domem ale myślę ,że martwić się bede od pażdziernika.Najważniejsze ,że mam u swego boku męża ,który mnie wspieraikochanego synka,,który tak bardzo trzymał kciuki za mamę w dniu egzaminów:) (to tak po krótce)

Tymczasem uciekam i do następnego wpisu,,ściskam serdecznie

czwartek, 30 grudnia 2010

...i już po....


..Świętach.Wszystko co dobre szybko się kończy.Choć jak dla mnie i młodego nadal trwa,gdyż mamy wolne ja od pracy,szkoły i młody również,niestety mężuś pracuje.

Święta w tym roku,bardzo wyjątkowo ,spędziliśmy sami z naszym przyjacielem,,było bardzo sympatycznie,śmiesznie i wesoło.Po kolacji wyruszyliśmy na poszukiwania Mikołaja,co dla Tobiaszka było najlepszą częścią Świąt,nie prezenty tylko poszukiwania:)
Młody zadowolony,my objedzeni,i wypoczeci,tak więc każdy był szczęśliwy,,,
Choć nie obyło się bez przygód,mam tu na myśli brak wody.Jako jedyni na osiedlu nie posiadaliśmy bierzącej wody,,rury zamarzły,ogrzewanie kiepsko nas grzało,a na zewnątrz -16,tak więc zima w tym roku dała nam "popalić",na co nikt tu nie był przygotowany,ale o tym innym razem..



Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami Nowego Roku życze wam moje drogie,wiele pomyślności,spełniania marzeń,czerpania wielu satysfacji z pasji,,miłości ,zrozumienia i pełnych ciepła przyjaciół:)
ściskam serdecznie i lecę się pakować bo jutro czeka nas dłuuuuga podróż,do naszych przyjaciół,z którymi pragniemy przywitać ten Nowy Rok i ze szczęściem i uśmiechem pożegnac"stary":)



wiele pomyślności:)

piątek, 24 grudnia 2010

Happy Christmas:)


Korzystając z okazji i chwili wytchnienia pragnę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia,
Zdrowych ,pogodnych,pełnych miłości i spokoju Świąt bożegonarodzenia.
Aby ten szczególny dzień jak i cała reszta roku,"starego"i Nowego przynosiła Wam wiele ciekawych doświadczeń,spełnienia i zdrowia..aby każdy dzień był tym dniem wyjątkowym


Z całego serca życzę Wam Pogody ducha i spokoju







czwartek, 16 grudnia 2010

zapachniało świętami......



...ale niestety jeszcze nie umnie w domu;;;;))))


Jestem ciekawa jak tam Wasze przygotowania do Świąt?
Z tego co widzę to,co u niektórych praca wre..Szczerze zazdroszczę chęci i zapału,,u mnie owszem one występują ale niestety tylko na myśleniu i planach się kończy.Jestem typem osoby,która wymyśla różne rzeczy,pomysły kłębią mi się w głowie ale niestety gorzej to wygląda od strony zaplecza,kiedy należy cokolwiek zrealizować.



No i pogoda jak i pora roku nie sprzyja memu "twórczemu"rozwojowi.Czas zimy na wyspach przechodzę bardzooo ale to bardzo nieznośnie(jak i większość tu ludzi,mam tu na myśli naszych irlandzkich znajomych,tak aby nie generalizować)Jest to moment ,w którym łatwo mi "zbbratać"się z depresją,osamotnieniam..Nie mam siły ,ani ochoty na nic ,w dosłownym słowa znaczeniu,tylko spałabym jadła i nie wychodziła z łóżka.Oczywiście tak nie jest bo praca ,dom, obowiązki są ważniejsze . Poza tym mam mojego kochanego synka przy sobie,który to dba o mój jakże cenny czas,,Wystarczy tylko,że usiąde i już ,,mamuś chcę to,, albo tamto....ect.....ach te kochane dzieciaczki:)





Dzisiaj pożegnaliśmy naszych przyjaciół,którzy wyruszyli autem do Polski aby tam spędzić wraz z rodziną święta:)Ależ im zazdroszczę,wiele bym dała aby móc chociaż raz po 6 latach podzielić się opłatkiem z moimi kochanymi rodzicami,siostrami i przyjaciółmi.Tak wiele dla mnie znaczą,,tak bardzo kocham i tęsknię..ale kto wie,może przyszły rok jak i portfel będą dla mnie bardziej łaskawi;;))
Staram się pocieszać i mówić ,że"nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło"Marne to pocieszenie ale jest:))a ja jestem typem osoby ,która nie lubi się smucić ..więc głowa do góry i dalej do przodu:)




Niestety jak narazie w domu poza lampkami,choineczkami,które uszyłam nie mam żadnych stroików,Wczoraj ,całkiem prze przypadek wpadło miw ręce pięęęękne drewniane drzewko w kształcie choinki ,które wypełnione jest drewnianymi zabawkami.Jest to pewien rodzaj puzzli w świątecznym wydaniu:)I do tego 3 w 1,,Ozdoba,puzzle i magnesy,bo zabawki można potraktować jako magnes np.na lodówkę..Tak mnie zauroczyła ta ozdoba,że pomimo ceny skusiłam się na owe cudeńko..zobaczcie same czyż nie jest śliczne i do tego bardzo praktyczne???








ściskam Was bardzo serdecznie :)

środa, 8 grudnia 2010









Widzę ,że u Was przygotowania do świąt idą wielką parą.My niestety mamy mały poślizg,poległam wraz z Tobiaszkiem i przez ponad tydzień,kurujemy się w łóżkach.Mam cichą nadzieję,że wyrobimy się do Świąt,choć zbliżają się one wielkimi krokami,,
W tym roku postawiłam na kolorowe ozdoby,drewniane bombki na choinkę ,,tak aby było wesoło,dziecięco i przytulnie,,a co z tego wyjdzie zobaczymy..z pewnością w swoim czasie zaprazentuję.







Wczoraj piekliśmy pierniczki,szefem kuchni był Tobiaszek, zadaniem jego było wycinanie ciastek z foremek, nie sądziłam ,że będzie się przy tym tak dobrze bawił:)Choć chwile radości trwały krótko,pokonała je choroba;;))
krótka fotorelacja
pozdrawiam serdecznie


poniedziałek, 8 listopada 2010



Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza tak jak mój humor jest dość zmienna i nie sprzyjająca.Dopada mnie przedświąteczna,jak co roku chandra.Dlaczego przedświąteczna?Wydawać bym się mogło,że to najlepszy czas ,pełen uśmiechu i wyczekiwania,ale niestety nie tutaj,nie pod tym dachem bez rodziny.To kolejny czas w którym będziemy sami,a bezsilność spowodowana brakiem perspektyw na spełnienia marzeń jest coraz to bardziej przytłaczająca.....




Jutro razem z Tobiaszkiem jedziemy do szpitala,na usunięcie dwóch ząbków.Niestety leczenie ich nic nie pomogło i trzeba je wyrwać .Pocieszam się tym ,że są to jeszcze mleczaki ale mimo wszystko zdenerwowanie mnie nie opuszcza,gdyż będzie usypiany.
Boję się okrutnie,choć wiem,że wszystko będzie dobrze to i tak lęk i obawy zawsze będą ..
Tak więc trzymajcie kochane kciuki za synka:)

Ostatnio zabrałam się za malowanie małej łazienki ,na parterze,niestety nie ma tu wielkiego pola do popisu gdyż jest ona najmniejszym pomieszczeniem w domu ale spełniająca swoją funkcję:)

Serdecznie Was pozdrawiam,deszczowo niestety ,mam nadzieję,że chociaż Was pogoda bardziej rozpieszcza:)